5 zaskakujących wskazówek jak zdrowo się odżywiać – moja recenzja Food Pharmacy

Przeczytanie Food Pharmacy zrobiło dla mnie to, co dał mi zakup zegarka sportowego – nauczyło pokory. Zakładając pierwszy raz zegarek wydawało mi się, że jestem dość aktywną osobą. Jednak już pierwszy dzień z zegarkiem w biurze pokazał mi, że bez treningu moja dzienna aktywność nie spełnia nawet 20% potrzebnej normy. I przynajmniej raz dziennie pokazuje mi się alarm, że od godziny w ogóle nie wykonałam żadnego ruchu 😉

Ale co ma do tego książka? To, co uświadomiło mi przeczytanie Food Pharmacy, to fakt, że wciąż jem za mało warzyw. Serio, serio. I to mówi osoba, która od roku praktycznie nie je mięsa, więc może brzmieć to absurdalnie. Oczywiście, jem dużo warzyw, jednak zbyt często powtarzam w daniach te same i za rzadko jem je surowe. Co oznacza, że wciąż nie dostarczam części witamin i minerałów do organizmu, a w obróbce cieplnej zabijam większość antyoksydantów. Damn! Wnioski wyciągnięte i już powoli wdrażane w życie 😉


Nie chcę Wam teraz tutaj streszczać tej książki, bo naprawdę uważam, że każdy powinien ją przeczytać. Czyta się ją niesamowicie lekko i szybko, co może wydać sie zaskakujące w przypadku książki, która kręci się wokół tematu bakterii w jelitach 😉 Autorki podeszły do tematu niesamowicie profesjonalnie, jednocześnie nie tracąc luzu i poczucia humoru.

Na zachętę sprzedam Wam 5 faktów o zdrowym odżywianiu, które Was powinny ucieszyć. I które albo łatwo wprowadzić w życie, albo juz bardziej lub mniej świadomie robicie 😉

1. Graj w zielone

Przepisy, w których banan zastępuje cukier mają tylu zwolenników, co przeciwników. Jakie argumenty mają ci krytykujący? Że dużo cukru, że wysoki indeks glikemiczny, więc w zasadzie równie dobrze można dodać do przepisu ten pozornie pomijany cukier. Jednak banan bananowi nierówny! I wcale tutaj nie o rozmiar czy kształt chodzi, a o kolor. Te zielone, niezupełnie jeszcze dojrzałe są świetnym źródłem pektyny – rozpuszczalnego błonnika. Dobroczynnego błonnika, który wraz z dojrzewaniem zamienia się w bezużyteczny cukier. Więc jeśli zawsze krzywiliście się na widok żółtych bananów czarnymi kropkami na skórce(jak mój Michał 😄), Wasza intuicja się nie myliła.

2. Nie przekreślaj ziemniaków.

Wychowując się w Polsce trudno nie lubić ziemniaków (what’s not to like 😉). W między czasie jednak zyskały złą sławę: że jedzenie cukropodobne, że mało wartości odżywczych, że puste kalorie (z ciężkim sercem te okropne rzeczy wypisuje). Okazuje się jednak, że jest dla nich nadzieja! Podczas obróbki cieplnej ziemniaków (czyli gotowania lub pieczenia), zawarty w nich błonnik (zwany skrobią oporną) zamienia się w cukier. Wystarczy jednak, uwaga, uwaga, wystudzić je by odwrócić proces. Co oznacza, że na przykład sałatka ziemniaczana jest super zdrowym, pełnym błonnika posiłkiem. Co więcej, przy ponownym podgrzewaniu, proces zamiany w cukier nie powtarza się! Magia! 😉

3. Pokochaj przyprawy


Jedzenie mdłych i niedoprawionych potraw jest złe. Zawsze tak uważałam, a teraz mam na to poparcie nauki 😉 Zioła i przyprawy są naładowane antyoksydantami, które zwalczają wolne rodniki, bronią przed stanem zapalnym, chorobami i starzeniem się. Trochę smutne jest to, że zazwyczaj osobom chorym podaje się totalne mdłe, pozbawione tych magicznych dodatków posiłki.

4. Dodawanie jest łatwiejsze niż odejmowanie.

Prawda, którą znamy już od podstawówki, również sprawdza się w poprawianiu nawyków żywieniowych. Zazwyczaj gdy już postanawiamy jeść zdrowo, zaczynamy od masy ograniczeń: nie jemy słodkiego, nie jemy tłustego, nie jemy pieczywa czy makaronu. Często kończy się to szybkim poddaniem się, bo brakuje nam naszych ulubionych potraw. Dlatego warto spróbować innego podejścia: zamiast sobie odmawiać, dodać do jadłospisu te zdrowe potrawy. Te pełne warzyw, pełne błonnika. Na przykład dodać zielone smoothie do deseru. I nie popełniajcie błędu pt. dzisiaj „zjem chipsy, więc nie zjem kolacji” Nie dostarczacie w ten sposób pożywki dobrym bakteriom (zwanym przez autorki Food Pharmacy Luke’mi Skywalkerami), a karmicie Darth Vaderów jelitowych (złe bakterie 😉). A to przyczynia się do stanów zapalnych w naszym organizmie. Dlatego jeśli już bardzo musicie zjeść te czipsy.. to najlepiej poprzedzcie je sałatką z masą surowych warzyw 😊

5. Wypijmy za to!

Pojawiło się tutaj kilka dobrych wiadomości, warto za to wypić lampkę czerwonego wina. Co więcej, pijąc ją, pomagamy swojemu organizmowi. Czerwone wino należy do produktów, które poprawiają naszą wrażliwość insulinową. O co tutaj chodzi? Przez to, że zjadamy masę cukru i cukropodobnych produktów, większość z nas ma zaburzoną wrażliwość insulinową. To oznacza, że nawet przy małej zmianie poziomu cukru w organizmie, nasz mózg zaczyna wpompowywać dużo (za dużo) insuliny, by to wyregulować. Czerwone wino jest jednym z tych magicznych produktów, które wrażliwość insulinową poprawia. Cheers!
Więcej Wam nie zdradzę. PRZECZYTAJCIE Food Pharmacy. Naprawdę warto! Mam nadzieję, że Was do tego zachęciłam – tak samo jak mnie zachęciła swoją recenzją Sylwi z VegeWege.pl 😊